Drodzy czytelnicy…
Cóż nie wiem od czego mam zacząć. Może od Tego, że jest mi smutno, ale i jestem szczęśliwa. Naprawdę mega szczęśliwa, że tutaj ze Mną byliście. 5 rozdziałów Cholera aż pięć rozdziałów napisałam tego opowiadania. Losy Martyny i Doriana będą chyba najbardziej zapamiętane przeze mnie. Wczulam się w nich. Wszystko przeżywałam razem z nimi. Uwielbiam ich. Mam nadzieję, że wy też ich zapamiętacie na długo. Ja na pewno.
Dziękuję Wam, że tutaj byliście.
Dziękuję wam za miłe słowa.
Dziękuję wam za cierpliwość
Dziękuję wam za wszystko. Kocham was wszystkich i przykro mi, ale muszę się z wami pożegnać. Nie na zawsze. Oczywiście, że nie. Dziękuję ❤️
Zapraszam na ostatnią część opowiadania For you here and now!

-Wyglądasz idealnie Martyna – powiedziała Milena.
-Moja córeczka – Mója Mam jak zwykle płakała. Dzisiaj to już chyba piąty raz. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Już nie miałam długich miodowych włosów. Teraz były do ramion jak nie krocej. Koloru były jasnego chłodnego blond. Były lekko pofalowane. Makijaż nie był jakiś wyszukany. Idealnie podkreślone brwi. Idealne kreski na powiece. Tusz. Lekki podkład. Uwydatnione kości policzkowe. I delikatna malinowa szminka. Sukienka była idealna. Taka jaką zawsze chciałam mieć. http://laurelle.pl/kolekcje/suknie-slubne/2016-2017/lookbook/greta.html
Buty to zwykle wysokie biale szpilki.
-Proszę – podała mi Ewelina bukiet. Kurcze byl śliczny. Cały biały ale gdzie niegdzie byly fioletowe werbeny. Cudowne.
- Znakomite. To co? Już czas. – szepnęłam. Dziewczyny pokiwały głową. No dobra. Czas się zbierać. Czas zostać Panią Collins.

Dorian.
-No stary. Kto by pomyślał.
-Tak wiem Alex. Za ile wychodzimy?
-Collins nie wiesz o której masz ślub?
-Bardzo śmieszne dupku. Wiem o której mam tylko nie wiem która jest godzina.
-Wychodzisz synku za 5 minut. Pokaż no się- odwróciłem się w stronę mojej mamy. Spojrzała na mnie a w jej oczach ujrzałem łzy. Cała Karolina. Przytuliłem ja.- Masz obrączki?
-Mam. Spodobają jej się? – pokazałem jej obrączki. Na mojej małymi literkami wygrawerowane było „For you here and now. Dorian.”
Stwierdziliśmy że obrączki wybierzemy razem ale napisy na niej zrobimy sami.
- Na pewno. Nawet bardzo jej się Spodoba. Chodź. Juz czas. – kiwnalem głowa i wyszliśmy z pokoju.

Martyna.
-Tato-szepnelam do mojego ojca. Spojrzał na mnie.
-Co się dzieje?
-Boję się.
-Dlaczego?
-Ślubu. Denerwuje się że coś pójdzie nie tak.
-Martynko za tymi drzwiami stoi człowiek którego jak wiem kochasz?
-Oczywiście że tak tato.
-Więc co może pójść nie tak?-uśmiechnęłam się. Właśnie. Po co się denerwuje? Drzwi się powoli zaczynały otwierać. Wzięłam głęboki wdech i wydech.
-Jestem gotowa.
-Ja myślę bo twój chłopak zaraz chyba tu przybiegnie jak nie zaczniemy iść. – zachichotalam i ruszyliśmy. Spojrzałam wprost na Doriana. Miał na sobie idealnie leżący czarny garnitur. Wyglądał zabójczo. I był cały mój. Szczęście które mnie przepełnia jest niedopisania.
Byli tu wszyscy nasi znajomi. Najbliższe nam osoby i właśnie przy nich stanie się coś cudownego. Zostanę żona Doriana Collinsa. Czy to nie cudowne? Po tylu cierpieniach w końcu nadszedł ten dzien a ja wiem, że wraz z tym wszystkim coś się zmieni. Na lepsze. Tato doprowadził mnie do Doriana. Niby to tylko ślub cywilny ale na razie to nam zupełnie wystarczy. Dorian złapał mnie za dłoń i delikatnie podniósł ja do góry i pocałował.
- Wyglądasz pięknie Em. -patrzył ciągle na mnie z iskierkami w oczach.
-Ty też niczego sobie Collins. – uśmiechnęłam się i odwrocilismy się do Pana z Urzędu cywilnego. No to zaczynamy

-Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Martyna Kołodziej i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.- łzy napływają mi do oczu, ale wiem że to nie pora na rozklejanie się. Teraz ja. Okej. Muszę wziąć się w garść
-Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Dorianem Collinsem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.- Dorian się do mnie uśmiechnął
-Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Martyny Kołodziej i Pana Doriana Collinsa został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki.
Alex podszedł i podał nam obrączki. Dorian wziął jedna i ja jedna. Wyciągnęłam dłoń a Dorian wysunął mi na palca obrączke. Po chwili zrobiłam to samo z jego. Jestem jego żona. Cholera jasna! Naprawdę jestem.
Urzędnik jeszcze coś mówił. Potem podpidalismy dokumenty i w końcu mogliśmy się pocałować.
, – Nawet nie masz pojęcia jaki jestem szczęśliwy. – powiedział.
-Mam. Uwierz że mam. Ja tez Dorian.
- No stary. Gratuluję. W końcu się ogarnales. – klepnal go po ramieniu Alex
- W końcu trzeba nie,?- odpowiedział mu pytaniem.
-Jasne. No Pani Collins. Wygląda Pani zjawisko. A tak serio to cieszę się że jesteś z nim.
Następnie podchodzili do nas najbliżsi i nam składali życzenia. Potem wyszliśmy z Urzędu pod którym jak się okazało byli paru fotoreporterów. Nigdy się do tego nie przyzwyczaje. Ale nawet oni nie zepsuja mi tego dnia. Nie ma mowy.
- Proszę- Dorian otworzył mi drzwi od czarnego Bentleya. Swój droga nie wiem skąd go wytrzasnal. Gdy wsiedlismy to kierowca ruszył a ja w końcu mogłam odetchnąć.
Stalo się. Jestem Panią Collins. Spojrzałam na Doriana który mi się przyglądał – Wyglądasz pięknie – powiedział.
-Już mi to mówiłeś – odpowiedzialam z uśmiechem.
-Wiem, ale naprawdę nie mogę się napatrzyc. Może to dlatego też, że wiem iż jesteś moją. Jesteś moją żoną a to jest całkiem nowe ikurewsko przyjemne uczucie Martyna. I jestem tak szczęśliwy jak jeszcze nigdy dotąd. I naprawdę wyglądasz cudownie- przytuliłam się do niego.
-Tak bardzo cię kocham Collins.
-Wiem. Ja Ciebie też… Collins.

Wszyscy byliśmy na weselu w restauracji. Jedzenie wyśmienite. Muzyka idealna. Bliscy byli. Czego jeszcze chciec? Wszystko było jak najbardziej na tak.
-Uwaga- Cały zespół The Suburbs wstał no oprócz Doriana. – Chcielibyśmy dać wam jeden mały prezent z okazji waszego zarąbistego ślubu – powiedział Alex. Spojrzałam na Doriana czy może coś wie, ale on pokrecil przeczaco głowa.-Mam nadzieję że wam się spodoba. – światła zgasły i włączył się projektor i cała ściana robiła za telewizor.

-Już możemy? – powiedział Aleks do kamery- No to tak… Nie jestem dobry w przemawianiu i tak dalej, ale kurna patrząc na Doriana i Martyne każdy kto chciałby być zakochany, chciałaby być nimi. To jest takie fajne patrząc na nich i widzieć tą prawdziwą czysta miłość. Tracilem już cierpliwość do tego dupka. Bo ileż można być taka dupa wołowa? Zachowywał się jak kilkuletni chłopczyk który nie wie czego chce… Chociaż… Wiemy wszyscy, że chciał Martyne, ale był tak poprany że robił wszystko by to zepsuć. O boże! Jakie to szczęście że w końcu się ogarnąłes. Wiem że czasem gadam bez sensu ale już taki. Chciałbym tylko jeszcze powiedzieć że jestem dumny. Kocham was i życzę jak najlepiej – zaśmiałam się. Cały Aleks.
-Żeś się popisał ta przemowa dupku-pokazal się teraz Aaron. – Moja nie będzie lepsza. – każdy się zaśmiał – nie no żartuje. Nie będę się tak rozgadywal jak Alex. Chciałbym wam życzyć wszystkiego dobrego. Zasługujecie na to jak nikt inny. Kto by pomyślał? Collins i Mayer wzięli slub. Z naszej czwórki całe życie my nie byliśmy odpowiedni do takiego stanu rzeczy. Nie potrafiliśmy się ogarnac. Każdy nas pamiętał jako wiecznych chłopców którzy lubili się bawić. A teraz? Teraz jesteśmy zakochani jak nigdy w życiu i id teraz nasze życie nabiera wszystkiego tego czego nam brakowało- teraz pojawil sie Ryan i popchnął Aarona.
-Wez spadaj też tak gadasz głupoty Mayer. Nie wiem jak ta Oliwia z tobą wytrzymuje. – spojrzałam na Oli która sie usmichala i pokazala mi kciuk do góry – Ja chcę tylko powiedzieć że jestem szczęśliwy widząc was szczęśliwych. I tyle bo teraz czeka was niespodzianka. Ej ale wiecie… Bez płaczu. Wiem że Collins lubił sobie płakać ostatnio. Beksa. No to zaczynamy. – nagle ekran zrobił się czarny, ale po sekundzie zaczęła grać muzyka. Spojrzałam w strone dźwięku. O. Mój. Boże.
To The Neighbourhood. I grali nasza piosenkę. Sweter Weather.

-Chodź skarbie – Dorian podał mi dłoń i poszliśmy na środek parkietu. Nie mogę uwierzyć że zespół zrobił nam taka niespodzianke. Nie mogę w to uwierzyć. – Postarali się prawda?
-I to jak. Dorian… Jestem szczęśliwa. Nie wierzyłam , że nam się uda- wziął moje policzki w dłonie, schylil się i mnie pocałował
-Ja też. Czuję, że od teraz będzie już tylko lepiej em. Nikt i nic nam Tego nie zepsuje skarbie. Nigdy.

Dorian
Wesele się skończyło a my zdążyliśmy się przebrać i pojechaliśmy na samolot. Martyna do tej pory nie się gdzie lecimy. Zbieram ja do miasta w którym będziemy mieszkać za miesiąc.
- Skąd masz taki samolot? -zapytała, gdy go zobaczyła
- Wynająłem. To prywatny. Będziemy tylko my i załoga. Tak się nie dowiesz gdzie lecimy.
-Ilebędzie trwał lot? – Wszystko chce wiedzieć. Usmiechnalem sie i ją przytulilem
-kilka godzin- odpowiedziałem jej.
- Czyli to gdzieś dalej hmm.- zawsze jest ciekawa wszystkiego. Mogę jej ewentualnie powiedzieć co to za kraj i tyle.
- Do Stanów lecimy, ale więcej Ci nie powiem.
- Jak? Przecież nie mam wizy jeszcze Dorian.
- Masz. Odebrałem go dwa tygodnie temu. Wszystko jest załatwione Martyna.
- Zapraszamy – usłyszałem stewardese i poszliśmy do samolotu.

Lot trwał całe 11h. Wraz z Martyna ten czas spędziliśmy w sypialni. Wychodziłem tylko po jedzenie i picie. Na zmianę kochalismy się i spalismy albo jedliśmy. Nie wiem jak to się stało, ale kurwa jestem nienasycony Martyną. Może ten ślub to zmienił. Nie wiem może myśl że jest moja. Ze jesteśmy małżeństwem mnie bardziej pobudza? Zdecydowanie to i to, że Martyna jest kurewsko seksowna.
-Jesteśmy – powiedziałem. – Martyna… To tutaj będziemy mieszkać – powiedziałem i spojrzałem na Nią. – W Los Angeles.- rozszerzyła oczy w zdziwieniu. Spojrzała na mnie. Była zaskoczona i to bardzo.
- Jak mówiłeś przeprowadzce to myślałam że chodzi Ci o jakieś nie wiem, jakis, to znaczy coś innego a nie pieprzone Los Angeles.
- Domyślalem się. Chodźmy – wstalem. WZIĄŁEM nasze walizki i wyszliśmy z samolotu.

Martyna.
Nie mogę w to uwierzyć. Zabrał mnie do kraju i miasta w którym będziemy żyć niedługo.
- Chciałem Cię przygotować – powiedział gdy jechaliśmy taksówką w nieznanym mi kierunku.
- To dobrze. Cieszę się. Dorian gdzie jedziemy?
- Na Long Beach skarbie. Jest tam nasz dom. – Dom? Nasz?
- Jak to?
- Tak to. Wszystko jest załatwione skarbie. – przytuliłam się do niego i uśmiechnęłam. Może ta cała Ameryka to nie jest zły pomysł. Może wszystko będzie lepsze. Chciałam mieszkać gdzie indziej z Nim. Nie chciałam mieszkać w Londynie odkąd go poznałam. Wiedzialam że to miasto tak czy siak nas rozdzieli. Może nie samo miasto, ale ludzie w nim. Zdarzyło się tam tyle przykrych rzeczy, że czasem nienawidziłam Londyn. Teraz możesz właśnie ma się to zmieni?. Inny kraj. Inne miasto. Inni ludzie. My. I nasi przyjaciele. Bez tego wszystkiego co było. Od nowa. Wszystkie od nowa.
-To tutaj Martyna. Mam Nadzieje ze ci się spodoba. – wysiedlismy z taksówki a ja pierwszy raz od przylotu się rozejrzałam. Boże jak tu cudownie. Widok na ocean. Dom z zewnątrz cudowny. Istny raj.
-Dorian… Ile to kos…
-Nie martw się tym. – ucieszył mnie. Nie lubie do tej pory jak wydaje pieniądze na mnie, ale to sie nigdy nie zmieni. Nigdy tego nie polubiue.
-Ale Dorian przecież tutaj domy są drogie. Nie chciałam żebyś wszystkie oszczędności jakie miałeś wydawał na jeden dom. – zaśmiał się.- Czemu sie smiejesz?
-Nie wydałem tyle ile ci się wydaje. Chodźmy – wzięłam swoją walizkę a on swoja a dodatkowo złapał mnie Za dłoń. Otworzył drzwi od domu i weszliśmy. Postawiłam walizkę i weszliśmy z przedpokoju do salonu i o mało nie dostałam zawału. Przedemna z mojego cholernego oszklonego salonu rozciągal się widok Na ocean.
-Dorian to jest…
-Wiem. Dlatego go wybralem. – stanął za mną i przytulił od tyłu. – To tu zaczniemy od nowa. Dla Ciebie tu i teraz skarbie.

Nasza podróż poślubna Trwała całe dwa tygodnie, jeżeli Podróża poślubna można tak to nazwać. Było znakomicie a Ja zakochałam się na zabój w Kalifornii. Wróciliśmy po podróży do Londynu na dwa tygodnie. Zalatwilismy wszystkie sprawny i wysłaliśmy resztę naszych rzeczy do Kalifornii. Nasi przyjaciele przeprowadzili się tego samego Dnia co my. Mieszkaliśmy blisko siebie co mnie cieszylo. Dorian i chłopaki zaczęli nagrywać nowa płytę tydzień później w studiu w Kalifornii. Wszystko zaczynało być tak jak powinno. Tak jak zawsze chciałam. I nie chodzi mi o dom i TaK dalej. Chodzi mi o niego. Kochalam go mocniej i bardziej tak samo jak on mnie. I mimo że nie wierzylismy to w końcu nam się udało.
Udalo nm się być ze sobą
Od dnia poznania
Na zawsze.