-Jesteś z nim prawda ?- zapytam James kilka dni później. Przyszedł do mnie do sklepu.
-Tak. Wróciłam do niego w dniu ślubu Aarona i Oli. James… To wszystko. To co się wydarzyło między nami… To zapomnij o tym. Ja go kocham. Odkąd go poznałam. Dużo przeszliśmy,ale chcemy o tym zapomnieć. Za trzy miesiące jest nasz ślub
-Rozumiem. Ślub… Kto by pomyślał, że Dorian Dupek Collins weźmie ślub. Życzę wam szczęścia i czekam na zaproszenie. Spadam do pracy. Do Zobaczenia Martyna.
-Do Zobaczenia James- powiedziałam ale juz nie usłyszał.

Dalej się boje, że znowu mnie zostawi. Zrani I zdepcze moje serce, ale muszę z nim być. Kocham go I nie wyobrażam sobie życia bez niego. On Chyba czuje , że nie jest jak było. Kilka razy dziennie się mnie pyta czy wszystko okej. Odpowiadam , że oczywiście. Weszłam do domu i udałam się do kuchni. Usiadłam na krześle i dopiero poczułam jaka jestem mega zmęczona.
-Musimy porozmawiać -powiedział Dorian wchodząc do kuchni. Spojrzałam na niego.
-O czym? – przysunal sobie krzesło bliżej mnie.
- O tym że nie jest tak jak było. Ja wiem , że nie będzie przez to wszystko, ale czuje się jakby Cię tu nie było. Widzę Cię, ale duchem jesteś gdzieś indziej.
-Jest okej Dorian.
-Porozmawiaj ze mną do cholery. Co się z tobą dzieje. Zaraz ślub a Ciebie tutaj nie ma. -westchnęłam.
-Myślę codziennie o tym kiedy znowu mnie zostawisz- spojrzałam w jego oczy. Zamknął je na chwilę.
- Em… wiem że to przeze mnie wszystko. Że nie do końca mi ufasz przez to wszystko. Nic z tym nie mogę zrobić bo zawaliłem. Wiem, że obiecując ci , że już Cię nie zostawię to i tak masz w dupie te obietnice. Nic nie mogę zrobić. Potrzebujesz czasu by znów mi w pełni ufać a ja zaczekam. Tylko proszę nie zmykaj się na mnie Em.
-Nie zamknę się na Ciebie. Potrzebuje Cię. -uśmiechnął się lekko.
-Kocham Cię

Boże dlaczego ten czas tak szybko leci? Przygotowania do ślubu mnie wykanczaja. Dorian i chłopaki polecieli na tydzień do Stanów. Ja niestety nie mogłam. Nie mam wizy. Będą grać na FIREFLY MUSIC FESTIVAL. Zazdroszczę.
Dorian dzwoni do mnie trxy razy dziennie. Tęskni. Ja tęsknię.
-Martyna ilu będzie gości? – zapytała Karolina. Bylam z nią i moja mama na obiedzie na mieście.
-Nie mam pojęcia. Zapraszamy najbliższych. Rodzina. Znajomi. Około 70 osób. Wszystko odbędzie się w restauracji. Po tej przebudowie zmieszczą się wszyscy i będzie gdzie tańczyć.
- Nie mogę uwierzyć w to wszystko. Dorian się żeni. To takie nierealne. Jestem szczęśliwa.
- Ja także. Moja córka. – zaśmialam się. Moja mama i Karolina strasznie szybko się wzruszają.
- Znalazłam fajnego architekta wnętrz. Akurat będzie w Londynie. Wiem że macie własne życie, ale trudno będzie nam sie pogodzić z tą wyprowadzka – architekta? Wyprowadzka?
- A po co mi architekt wnętrz? I jaka przeprowadzka? – karolina zatkala sobie dłonią buzię. Dorian. – Co on wymyślił karolina?
-Porozmawiaj z nim.

Nie mówiłam Dorianowi , że wiem az do jego przyjazdu.
- Oh tęsknilem. – pocałował mnie i przytulił.
-Jaka wyprowadzka Dorian?
-Moja matka ma za długi język.
- Wiec?
-Jest plan. Plan żeby wyprowadzić się do Kalifornii. Całe The Suburbs. Miałem z Tobą o tym pogadać , ale moja matka jak zwykle musiała się wtrącić.
-Dorian ja nie chcę- powiedziałam. Co on myśli? Że wyjadę z Londynu? Że zwolnie się z pracy i co ? Pojadę tam ?
-Martyna pokochasz Kalifornie. To nie koniec świata a nowy początek.
- Nie rozumiesz mnie. Ja nie chce stąd wyjeżdżać. Mam prace. Mam tutaj życie Dorian. Dlaczego chcesz tam mieszkać? – westchnął. Zaczyna się…
- Dostaliśmy propozycje od wytwórni płytowej. Jest wielka. Znana na całym świecie Em. Jest też tutaj, ale łatwiej będzie nam tam. Nasz zespół może w rok zarobić nawet 10 milionów. Rozumiesz… na jedną osobę.
- Przecież teraz tez dobrze zarabiasz do cholery! Przez to ze sprzedawales teksty przez dwa lata zrobiłeś 1,5 miliona funtów Dorian do cholery. Kasa to nie wszystko.
-Nie wszystko. Nie liczy sie sama kasa Martyna. Liczy sie to że będziemy znani jeszcze bardziej. Każdy będzie nas słuchać. Będziemy zapraszali gości. Oni nas. Rozumiesz? To jest szansa , na coś wspaniałego. Wyobraź sobie The Suburbs Featuring ktoś znany.
-To leć. – powiedziałam.
-Bez Ciebie nie lecę. Nigdy więcej Em. Będziesz moja żoną.
-Właśnie. – powiedziałam i poszłam do łazienki. Stany. Ja i Dorian. Nie. Ti sie nie uda. Nie wiem czy chce, ale… cholera jasna. Przecież nie zabiorę mu marzeń które mogą się spełnić i to niedługo. Wiem jak ciężko pracuje na to by The Suburbs zaistniało. Żeby każdy o nich słyszał i wiedział , że oni robią coś wspaniałego. Tylko… No właśnie. Tylko, że ja nie chcę wyjeżdżać stąd. Nie wiem co mam zrobić. Spojrzałam w lustro na swoje odbicie i się zastanawiałam. Chcę by był szczęśliwy, ale czy ja będę? To wszystko jest cholernie trudne do ogarnięcia.
-Skarbie… Wyjdz
- usłyszałam go za drzwiami.
-Daj mi chwilę- powiedziałam.
-Nie dam. Chcę Cię przytulić. Tęsknię za Tobą. – Wzielam głęboki wdech i wyszlam z łazienki. Dorian od razu chwycił mnie w ramiona i mocno tulil do siebie. Zaciagnelam się jego zapachem. Uwielbiam to robić. – Tęskniłem za Tobą.
-Ja za Tobą tez mimo że mnie wkurzasz. – zaśmiał się.
- Lubisz jak Cię wkurzam.
- Możliwe. Później ładnie mnie przepraszasz a to lubię jeszcze bardziej.
-Więc chcę Cię przeprosić Em. Teraz. – Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.

Nie mogłam spać w nocy. Ciągle się wierciłam. Zegarek w telefonie pokazuje że jest już grubo po 3. Dlaczego nie mogę spać do cholery!?
Wstałam z łóżka i powędrowałam do kuchni. Nalalam sobie wody do szklanki i sie napilam. Wzielam szklankę i poszłam z nią do sypialni. Postawiłam ja na stoliku i się położyłam ba łóżku.
-Co się dzieję? – usłyszałam. Dorian przesunął sie do mnie i mnie przytulił. Twarz wtulil w zagłębienie mojej szyi.
-Nic. Śpij. -westchnął.
-Martyna bądź ze mną szczera.
- Nie mogę zasnąć. Nie wiem czemu.
- Za dużo myślisz. Przestań to robić. Rozlunij się. Pomyśl o czymś fajnym i o tym marz. Spróbuj. -zamknęłam oczy i zrobiłam to co mówił. O czymś fajnym…

- Cześć. Wyspana? – Dorian siedział z laptopem na łóżku. Przeviagnelam się i spojrzałam na jego twarz.
- Bardzo.
- O czym marzyłas? – uśmiechnęłam się.
- o różnych takich rzeczach. – spojrzał na mnie z przymrużonymi oczami.
-Zboczone?
-Hmmm w 1/4.- zastanowilam sie i powiedziałam- Marzyłam o Tobie.
- Dlaczego o mnie? Mogłaś marzyć o tylu rzeczach.
-Ale nie są mi potrzebne. Marzę tylko o Tobie każdego dnia.
-Masz mnie.
- Chce mieć Cię więcej. Nawet w marzeniach-Dorian odłożył laptopa i schylil się by mnie pocałować. Zrobił to. Jego wargi są takie miękkie i ciepłe. Idealne. Po chwili odsunelam się od niego i wstałam. Dorian pożerał mnie wxrokiem. – Jeżeli jeszcze nie brałeś prysznica to zapraszam. – zerwał się na równe nogi
- Drugi nie zaszkodzi a na pewno pomoże. – zaśmialam się.

Malowalam rzęsy w łazience a Dorian mi się przyglądał.
-Polecę. -powiedziałam gdy skończyłam.
-Nie. Martyna nie chcesz tego. Chce żebyś czula się dobrze a nie z przymusu.
-Nie rozumiesz. Ja chcę Ciebie ciągle. Jesteś moim marzeniem D. A za marzeniami trzeba podążać. Nie mówię , że chcę tam jechać bo tak nie jest, ale jeżeli mam być tutaj sama bez Ciebie to chce z tobą. Wszędzie i zawsze. – podszedł do mnie i przytulił się do moich pleców.
-Wszędzie i zawsze.

- Dorian ! No cholera!
-Przepraszam skarbie. Będzie gotowe naprawdę – zamorduje go. Zamorduje.
-Gotowe miało być dzisiaj a tutaj nic nie widać. Collins ślub jest za tydzień. No chyba że nie chcesz tego ślubu ! To mi to powiedz! -usiadłam zmęczona na krześle, które jedyne jest w dobrym stanie.
-Chcę! Oczywiście, że tak ! Załatwię to. Daj mi dwa dni. – kiwnelam głową a Dorian zaczął gdzieś dzwonić.
-Załatwione- powiedział po mniej niż pięciu minutach.- A teraz zabieram moja prawie żonę na zakupy.
- Niee. Ty mnie? – zaśmialam się.
-Tak. Poświęcenia skarbie. Pamiętaj- wstałam i go pocałowalam w usta. Palce wczepilam w jego włosy i lekko pociągnęłam. -Chyba zmienię plany- szepnął i pocałował nnie w szyję. – Kuchnia. Kuchnia jest idealna- powiedział. Odsunął się ode mnie i pociągnął mnie za dłoń do kuchni. Podniósł mnie i do góry i posadził na blacie. Podwinal moja sukienkę do góry i zdjął majtki.
- A jak ktoś wejdzie.
- Mamy 20 minut. Nikt nas nie zobaczy. -Dorian opuścił spodnie do dołu i wszedł we mnie niespodziewanie. Jeknelam. -Po prostu… musiałem.

-Tak w ogóle to po co jedziemy na zakupy?
- Za tydzień od razu po ślubie zabieram Cię gdzieś
-Taka podróż poślubna?
-Tak.
-Powiesz gdzie?
-Nie
-Dlaczego?
-To niespodzianka – westchnęłam.
-Okejj , ale jak mi nie powiesz to nie będę wiedziała co kupić.
-Coś na bardzo ciepłe dni.
-No Dorian proszę powiedz. – zaśmiał się. Dupek. Nie powie. -Będziesz coś chciał. Masz garnitur ? -spojrzałam na niego. Kurde!- Dorian do cholery tego tez nie masz!?
-Bede miał. Nie martw się tak.
-To ty chciałeś ślub a zachowujesz jakbyś miał na niego wywalone.
-Nie jest tak. Wszystko jest gotowe. Garnitur będę miał za niedługo. Naprawdę.
-Mam nadzieję
-A ty ? Masz sukienkę.
-Tak. Wszystko mam. Wiesz gdzie chlopcy robią Ci wieczór kawalerski ?- poruszył się nerwowo
-Tak.
-Więc ?
-Lecimy do Las Vegas na cały weekend.- wypuscilam powietrze
-Co? Lecisz w piątek ??
-Tak. No juz to zorganizowali i nie chcialem odmawiac
-Dorian piatek jest jutro. Wkurzasz mnie. Mam nadzieje że się wybawisz- powiedzialam i wysiadlam z samochodu , gdy zatrzymal sie na parkingu. Dupek. Wyjelam telefon i napisalam smsa do Eweliny
„Mam nadzieje ze jutro zaszaleje. Zgadzam sie na wszystko”
„Wooo Martyna. Też sie wlasnie dowiedzialam , ze jutro leca do Las Vegas. Dupki. Nie martw sie. Moze i leca do Las Vegas , ale to my sie zabawimy”
„Nie mogę się doczekać”

-Jestes bardzo zła ?
- Nie. No co ty. Nie mogę sie doczekac jutra.
- Jak to ?- spojrzałam na niego i sie usmiechnelam
-Tak to. Nie pytaj nie wiem co kombinuja dziewczyny ale podobno bede sie bardzo dobrze bawic.
-Robisz mi na złosc ?- pokręciłam przecząco głową. Zatrzymał mnie , gdy chciałam wejśc do centrum handlowego. – Wiesz ,że Cię kocham. Nie złość sie juz. – pocałował mnie w usta.
- Po prostu wydaje mi sie , ze specjalnie wszytsko robisz na co masz ochotę odkąd poprosiłes mnie o ręke.
-Nie prawda.
-Prawda Dorian. Tak jest. Najpierw Kalifornia. Teraz to. Ty w ogóle chcesz tego ślubu ?
-Przecież wiesz że tak.
-To dlaczego się tak zachowujesz ? – nie wiedzial co powiedziec – Chcesz bym robiła to co ty chcesz. Chcesz bym się podporządkowała pod ciebie ale ja nie mogę tego zrobic. Nie po to jest ten ślub Dorian. Może w ogóle go odwołajmy.
-Nie. Nie chcę go odwołac i wcale nie jest tak jak mowisz. Po prostu jestem taki szczęśliwy i robiąc te rzeczy jak wyprowadzka do Kaliornii , mysle ze to Cie uszczesliwi. A o tym że jutro rano lece do Las Vegas zapomniałem ci powiedziec. Po prostu te sprawy związane ze ślubem i przygotowania. To wszytsko zajmuje mi głowe . Chcę by wszystko bylo idealne w ten dzien. Przepraszam. Nie chciałem by tak wyszło. – westchnęłam i pomyślałam chwilę. Spojrzałam w jego oczy szukając moze jakis oznak nieszczerosci, ale nic takiego nie odnalazłam. No dobra Collins nie kłamie.
-Okej. Dobra. Niech będzie. Idziemy na te zakupy ? – usmiechnął sie szeroko i pokiwał twierdząco głową.

-Masz być grzeczny, jeżeli rozumiesz co mam na myśli – powiedziałam następnego dnia rano. Ranooo dla mnie to jeszcze noc. Jest 3 w nocy.
-Będę o to nie musisz się bać. – Jejj ale on jest przystojny. To może być dziwne, ale uwielbiam na niego patrzec. Będę za nim tęsknić. Podszedl do mnie i objął moją twarz dłonmi – Ty też masz być grzeczna. Nie upij sie za bardzo. Dobrze ?
- Collins to moj wieczor panienski. Ale grzeczna bede.
-Mam nadzieje- schylił sie i mnie pocałował. – Będę Teęsknić.
-Ja także. Idz juz bo sie spoznisz- zasmial sie i raz jeszcze mnie pocałował po czym wyszedl z domu. Zamknelam za nim drzwi na klucz i polozyłam sie spowrotem.