- Zerwij z Karen- powiedziałam.
- Po co ? I tak nie będziemy razem. – Prychnelam.
-Właśnie. Po co mam Cię słuchać jak nie będziemy razem. Dorian daj już spokój. Nie jestem z Jamesem , ale nie ukrywam , że może bym chciała z nim być. Powinieneś to przełknąć. – podjechalismy pod The Savoy. Wysiadlam Od razu z samochodu. Wyjęłam telefon z torebki i sprawdziłam czy mam jakieś wiadomości. Miałam od Jamesa.

„Przyjadę dzisiaj po Ciebie o 20″

Uśmiechnęłam się.
- James napisał?- zapytał Dorian stając obok mnie. Schowalam telefon do torebki i westchnelam.
- Dorian- powiedziałam. Spojrzał na mnie. – Wybrałeś życie beze mnie. Ja Tego nie chciałam, to Ty tego chciałeś. Nie umiem już do Ciebie wrócić. Raz to zrobiłam i po chwili znowu odszedles. – Dorian przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
- Wiem. Przepraszam za wszystko. Obiecuje , że po ślubie znikne z Twojego życia. Tylko daj mi siebie na te ostatnie dni. Będziesz z Jamesem i potem wybierzesz. Kogo chcesz. – odsunelam sie od niego. Zlaczylam nasze palce. Dalej nasze dłonie do siebie pasują.
- Nie umiem tak. Nie umiem być z kims i go ranić. Mam być z Jamsem i równocześnie spać z Tobą? Nie umiem tak.
- Wiem. Powiem inaczej. W dniu ślubu wybierz z którym chcesz być. Czy ze mną czy z Jamsem. Jeżeli wybierzesz jego to się z Tym pogodze. – powiedział – To jak Em ?
- W porządku. – szepnelam. – Chodźmy. Pewnie już czekają na nas. – Dorian kiwnal głową i weszliśmy do The Savoy.

Dzisiaj było fajnie. Próbowaliśmy różnych potraw na ślub i byłam mega najedzona. Na końcu przyszedł czas ba deser. To tak wszystko ładnie wyglądało i smacznie.
- Mus czekoladowy z nutką brandy i likierem pomarańczowym. – spojrzałam na pucharek tego cuda. Jezu coś czuje , że przez ten dzien przybyje mi kilka centymetrow.
- Ja dziękuję- odezwał sie Dorian. Spojrzałam na niego. No tak. Brandy.
- W porządku – odezwała się Oliwia. Spróbowałam trochę tego musu i się rozplynelam.
-Sundae z malinami i piankową polewą czekoladową.
- Chce Cię nakarmić- szepnal mi do ucha Dorian. Przysunelam moj deser w jego stronę i czekałam uśmiechnięta. Dorian nałożył na łyżeczkę deser i skierował go w moją stronę. Otworzyłam usta i zmysłowo zjadłam wszystko co mi podał.
- Teraz ja chcę Ciebie – zrobiłam to samo i polubiłam to robić.
- Truskawki w czekoladzie z chilli. – oblizalam usta. Uwielbiam truskawki w czekoladzie z chilli. Dorian od razu wziął jedną truskawke. Otworzyłam usta i zjadłam gdy mi ją podał. Znakomite.
- O czymś nie wiemy? – zapytał Aaron. Spojrzałam na niego i Oliwie. Przyglądali nam się.
- Nie. Wszystko jak było. – powiedziałam i odsunelam się od Doriana zdając sobie sprawę jak to mogło wyglądać.

- Wychodzisz dzisiaj z Jamesem?- zapytał Dorian , gdy odwozil mnie do domu.
- Tak. A ty? Jakie masz plany na dzisiaj ?
- Idziemy z Karen do Hannah. – kiwnelam głową. Podjechalismy pod moj dom. Jakoś nieprędko mi było żeby wysiąść.Dorian zgasil silnik i odwrócił sie w moją stronę. – Zawsze mogę zostać z Tobą- szepnal przybliżając sie do mnie. Dotknął opuszkami palców mojego policzka a ja spojrzałam mu w oczy.
- Kto by pomyślał , że będę Twoją kochanką- powiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę. Właśnie kto by pomyślał. Nigdy bym nie pomyślała, że nie bede z Dorianem i co gorsza , że on będzie miał kogoś. Karen. – Muszę już iść. – powiedziałam i wyszłam z samochodu.
- Martyna… – odwróciłam się w jego stronę. Ja stałam po jednej stronie auta a on po drugiej. – Ja to wiem… Znaczy czuje, że do mnie nie wrócisz.
- To po co mi zawracasz głowę Collins?
- Nie umiem bez Ciebie. Próbowałem. Próbuje, ale to na nic.
- Do Zobaczenia Dorian- odwróciłam się i poszłam do domu.

James był punktualnie o 20. Wcześniej pisałam jak mam się ubrać. Powiedział , że na luzie. Tak więc, mam na sobie jeansy z dziurami , czarne trampki i czarny top cropp na grubych ramiączkach na to założyłam czarną ramoneske. Włosy wyprostowalam a makijaż zostawiłam delikatny.
- W końcu- powiedział , gdy wyszłam z domu. Nie widziałam za bardzo o co mi chodzi. – Znaczy… W końcu jak mówię na luzie to tak jest. Jesteś ideałem. – na moje policzki wyskoczył rumieniec a na twarzy pojawił sie uśmiech.
- Gdzie jedziemy?- zapytałam , gdy wsiedliśmy do jego samochodu.
- Na kręgle. Czas się pobawić. – Kręgle… I to mi się podoba.
- Nie mogę się doczekać.

- Boże James prawie wszystkie!- powiedziałam ciesząc sie jak dziecko. – Naucz mnie jak wszystkie zbić
- Weź kulę i się ustaw.- wzięłam kulę i stanęłam. James praktycznie przytulil sie do moich pleców i złapał mnie za dłoń w ktorej miałam kulę. – Właśnie tak. – James pokazał mi jak sie rzuca co było nawet przyjemne. Nie zbilam tylko 3 kuli.
- Dziękuję. – powiedziałam i odruchowo go pocałowalam lekko w usta. Chciałam się odsunąć, ale James przytrzymał mnie i pogłębil pocałunek. – Zaczekaj- odsunelam głowę lekko. Ciężko oddychalam. Cholera to było dobre. Nawet za dobre. – Ja nie wiem…
-Okej. Rozumiem. Gramy czy idziemy się przejść lub coś zjeść dobrego?
- Zjeść. Mam ochotę na fast fooda.- zasmial się.
- W porządku. – złapał mnie za dłoń i wyszliśmy z kręgielni.

- O czym myślisz?- zapytał James.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
- Chyba wiem co. Dorian jasno mi dzisiaj powiedział. Masz zdecydować na ślubie czy chcesz z nim być czy chcesz spróbować ze mną. Rozumiem Cię i zaczekam nawet i dłużej. Wiedz tylko jedno, że bardzo Cię lubię.
- Ja Ciebie też James. – przyjrzalam mu sie bardziej. Miał cudowne brązowe prawie czarne oczy i lekko kręcone czekoladowe włosy. – Najadlam się. To lepsze niz w drogiej restauracji.
- Hannah napisała mi smsa – powiedział nagle.
- Kiedy?
- 10 Minut temu. Pytała czy wpadam do nich z Tobą.
- Chcesz tam iść James ?
-Nie za bardzo, ale jeżeli chcesz dokopać Dorianowi to to jest idealny moment.
- W takim razie chodźmy.

Weszliśmy do domu Hannah w którym nigdy nie byłam. James cały czas trzymał mnie za dłoń co mi dodawalo sił.
- Jesteście! – usłyszałam głos. Hannah przywitała sie z nami z uśmiechem. Chyba jednak trochę sie zmieniła. Jest miła. – Wyglądasz bombowo Martyna.
- Dzięki. Ty też.
- Idźcie do salonu wszyscy tam są. – James poprowadził mnie i po chwili zobaczyłam kilkanaście osób w dosyć dużym salonie Hannah.
W tym Doriana z Karen na kolanach. Scisnelam Jamesa dłoń mocno. Spojrzał na mnie i schylil sie żeby mi coś powiedzieć.
- Zaczynamy skarbie. – zasmialam się. Dorian odwrócił głowę w nasza strone i daje sobie rękę uciąć , że w tej chwili chciałby mnie stąd zabrać. Niedoczekanie.
Usiedlismy sobie obok Doriana i Karen na kanapie. Dłoń Jamesa znalazła się na moim kolanie.
- Jesteście razem?- zapytała Karen.
- Spotykamy się. – odpowiedziałam.
- Jeszcze. A wy jak tam ? – powiedział i zapytał James.
- Dobrze jak widać. Będziemy mieszkać razem- powiedziała Karen. Mieszkać? Oni razem?
- Nieprawda Karen. Miałaś już nie kłamać. A poza tym za wcześnie jest na mieszkanie razem. Zrozum to. – odpowiedział jej Dorian. Kamień z serca. Zlaczylam moje palce z palcami Jamesa.
- Chyba coś się pozmieniało- usłyszeliśmy i wszyscy spojrzelismy na Mike’a. – To żart?- zapytał. – Mniejsza o to. To wasze posrane życie. Okej… To jest Mila – wstałam i podałam Dłoń dziewczynie Mike’a.
-Martyna- uscisnela ją i sie uśmiechnęła.
-Mila. Miło mi Cię poznać. – Była miła i taka… Hmm grzeczna. To znaczy , że Mike się naprawdę zmienił.
- Mogę zabrać chłopaków. Muszę jednak z nimi pogadać- zapytał mnie i Karen , Mike. Kiwnelam głową i usiadłam na kanapie. Mike zabrał chłopaków a ja zostalam sama z Karen i Mila. Szczerze? Karen mogłaby spadać.
- Więc jesteś z Jamesem ?- zapytała Mila.
- Jeszcze nie, ale niedługo pewnie to się zmieni. A ty długo jesteś z Mikem?
- 3 miesiące. Mam nadzieję , że się mną nie bawi.
-Nie sądzę. Mike mimo wszystko jesy dobrym facetem.
- Tylko bzyka co popadnie. -odezwała sie Karen.
- Nikt Cię nie pytał o zdanie. – powiedziałam chłodno.
- Wiem , że dalej kochasz Doriana. Wiem, że spędza z Tobą dużo czasu.
- Jak wiesz to dobrze. Na szczęście nie masz pojęcia co wtedy robimy. – uśmiechnęłam się słodko. Nie jestem zołzą, ale ta kobieta doprowadza mnie do szału.
- Myślisz , że Ci uwierzę? Dorian by Cię nawet nie dotknął.
- Nie zauważyłam , żeby tak było.
- Pieprz się!- krzyknęła i ruszyła w stronę wyjścia.
- Na pewno!- odkrzyknelam. Karen wyszła z domu wkurzona a ja spojrzałam na Mile która swoją drogą lekko się uśmiechała. – Zawsze chciałam wyprowadzić ja z równowagi- powiedziałam do dziewczyny.

Siedziałam sama z Mila jeszcze przez 20 minut. Potem z góry zszedł wkurzony Dorian. Usiadł na kanapie obok mnie , spojrzałam na niego.
- Karen wyszła.
- Gowno mnie to obchodzi.
- Nie musisz być nie miły.
- Muszę. Przecież taki jestem prawda?
- Daj mi spokój Dorian. – powiedziałam i wstałam z kanapy. Akurat na dół zszedł James i Mike.- Muszę lecieć James. Spotkamy się kiedy indziej. Okej ?
- Odprowadze Cię…
- Nie trzeba. Dam sobie radę. Naprawdę. – Pocałowalam go w policzek i pozegnałam sie z Milą i reszta.

- Odwioze Cię. – usłyszałam Doriana pod domem Mike’a. Chciałam powiedzieć, że nie trzeba, ale nie dał mi dojść do słowa – Nie przyjmuje odmowy. – przewróciłam oczami i wsiadłam do jego samochodu. Czuję się jakbym go poznawała na nowo. Prawie jak na początku, z taką różnicą, że nie jest chamski i Cóż… Jestem w nim zakochana. – James powiedział, że zrobi wszystko byś mnie nie wybrała. Mike stwierdził , że powinienem się usunąć skoro i tak ciągle ci to robię.
- Co mam Ci powiedzieć?
- Nic. Ja chcę ci coś powiedzieć. – spojrzałam na niego , gdy zatrzymał się na środku ulicy. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Boże jak mi Tego brakowało.