Od tamtego czasu nie minęło dużo. Już na drugi dzień musiałam się widzieć z Dorianem. Aaron z Oliwia kazali nam się wstawić w kościele. Byłam tam punktualnie o 12. Aaron i Oliwia już tam byli. Podeszłam do nich a Oliwia uśmiechnięta zaczęła nawijac.
- Piękny Kościół? Ślicznie wyglądasz! Dawno Cię nie widziałam. A gdzie Dorian? – westchnelam.
- Pewnie z Karen. Nie obchodzi mnie to. I tak Kościół znakomity.
- Nie możemy zacząć bez niego.
-Pewnie posuwa Karen. Dzisiaj mają rodzinną kolację.
- Nikogo nie posuwam- Dorian znalazł sie obok nas. – Wygladasz znakomicie Martyna. – powiedział przyglądając mi się. Miałam na sobie żółtą pastelowa zwiewna sukienkę do połowy ud. Do tego założyłam zwykłe czarne baleriny. Włosy miałam spięte w luźny kok a makijaż składał się z tuszu i Błaszczyka bezbarwnego.
- Przygotowany na rodzinną kolację?- zapytałam słodko.
- Daj już spokój- powiedział.
- Oczywiście Collins.
- Możecie już przestać? – zapytał Aaron.
- Jasne. Ja już skończyłam
- Dobrze to chodźmy. – Kiwnelam głową i poszliśmy przed ołtarz. Cudownie.

-Jutro bądźcie razem w The Savoy o 13 – powiedzieli i wyszli z Kościoła a my dalej staliśmy przed ołtarzem. Spojrzałam na Doriana.
- Dasz radę? Czy nie będziesz miał siły po kolacji ?
- Chcesz żeby nasze relację teraz tak wyglądały? – pomyślałam chwilę. Oczywiście, że nie.
- Tak. Możesz ze mną teraz rozmawiać? Przecież masz zakaz.
- To było dla Ciebie – spojrzałam na to.co trzymał w dłoni. Pierścionek. Zaręczynowy. Delikatny i naprawdę piękny. – Miałem Ci się oświadczyć na koncercie w Polsce. Chciałem, żebyś była moja na zawsze. Nie zdradzilem Cię. – spojrzałam na niego zaskoczona- Kłamalem. Nie było żadnej zdrady. Te zdjęcia z klubu to… Specjalnie ją pocałowałem. Wiedziałem że jeszcze tego samego dnia pojawia się zdjęcia. Tej nocy nie byłem z żadną dziewczyną. Chodziłem bez celu po Warszawie. Jedna fanka podbiegla i zapytała czy mogę z nią zrobić zdjęcie, zgodziłem się. Potem mnie przytulila dziękując. Stąd ta szminka. Przyszedłem do pokoju a ty powiedziałas, że wiesz. Myślałem , że chodzi Ci o pocałunek, ale mówiłas ze z nią spałem. Przytaknalem bo pomyślałem, że wtedy na pewno mnie zostawisz. Nie chciałem Cię zranić tak jak mówiłem. Chciałem, żebyś mnie zostawiła. Wiedziałem, że to jedyne wyjście. Ranilem Cię Em. Było może między nami dobrze kilka razy. A tak… Ciągle było coś nie tak. Robiłem tyle idiotycznych rzeczy. Przez ten czas zrozumiałem swoje błędy. Potem Cię spotkałem w Parku. Kurczę znowu miałem okropna chęć bycia z Tobą. Wariowalem. Marzyłem , żebys znowu ze mną była. Chciałem Cię odzyskać. Wyjaśnić wszystko. Uratowala mnie trasa miesięczna. Potem wróciłem i wpadłem na Karen. Umówiliśmy się i pomyślałem, że to jest dobry pomysł. Że kazdy będzie wiedział , że z nią jestem i sie dowiesz a wtedy będę już całkiem spalony. Nie dowiedziałas się , dopiero później. Jedna noc. Druga noc z Tobą. Naprawdę Cię kocham Martyna. Karen… Jestem z nią. Mogę z nią być bo ja mogę ranić. Potrafię to robić. Ciebie nie potrafię i nie chce- zasmialam się. Boże jakie to wszystko głupie jest.
Nie wierzę w to co powiedział.
- Jesteś nienormalny Dorian. Mówisz , że nie chcesz i nie potrafisz mnie ranic! A teraz? To wszystko? Ciągle mnie ranisz. Non stop. Najbardziej na świecie ranisz mnie ty Dorian. Po co mi to wszystko powiedziałeś? -zapytałam wkurzona. Znowu zraniona i zmęczona tym wszystkim.
- Bo wiem , że mnie kochasz em. Wiem to i widzę.
- Nie kocham. Już nie. Nie po tym wszystkim.
- Przestań kłamać.
- Odwal sie ode mnie- powiedziałam i ruszyłam do wyjścia. Dorian szedł za mną. Ku naszemu zaskoczeniu przed wejściem stała Karen. Ja pitole, wygląda inaczej. Nie miała niebieskich końcówek. Miała długie brązowe włosy. Jej makijaz składał się z idealnych dwóch kresek. Tuszu i czerwonej szminki. Sukienkę miała białą, obcisla i dosyć krótka. Szpilki jak zwykle tak wysokie , że zastanawiam się jak ona w nich chodzi.
- Szczęścia wam życzę Dorian. – powiedziałam i przeszłam obok Karen pewnym krokiem. Otworzyłam swój samochód i wsiadlam do niego. Odpaliłam silnik i spojrzałam raz jeszcze na Doriana. Stał w Tym samym miejscu i patrzył na mnie. Karen do niego mówiła, ale on jej nie słuchał. Cóż… Na parę to oni nie wyglądają. Ruszyłam i powoli odjechalam spod kościoła.

O 6 rano wstawiłam się do pracy. Sklep otwieralismy o 9. Ku mojemu zaskoczeniu o 11 przyszedł znowu James. Dzisiaj nie stałam na kasie tylko zajmowlam sie papierkowa robotą i w razie czego pomagałam. Stałam i wypelnialam papiery przy ostatniej kasie która była nieczynna. James stanął obok mnie z uśmiechem.
- Jak tam James ?- zapytałam i przestalam wypełniać papiery.
- W porządku. Masz chwilę? Może wyskoczymy na kawę na przeciwko sklepu?- pomyślałam chwilę. Spojrzałam na zegarek. Akurat teraz powinnam mieć 30 minut przerwy. Dałam znać koleżance , że ide na przerwę.
- No to chodźmy. – powiedziałam.

- Przykro mi z powodu Doriana. Naprawdę Martyna. Byliście znakomitą parą. – westchnelam.
- Było minęło. Teraz jest z Karen. Pewnie sam wiesz. – kiwnal głową.
- Wiem, ale chyba nie wierzysz , że jest z nią bo ją kocha.
- On jest z nią tylko dlatego, żebym już nie chciała z nim być. – James patrzył na mnie wcale nie zaskoczony
- Okazało się , że Dorian stwierdził iż nie jest dla mnie dobry i 7 miesięcy temu okłamał mnie , że mnie zdradził. Że przespal się z jakąś dziewczyną. Związał sie z Karen , żebym go nienawidziła. Wczoraj wszystko mi powiedział. Powiedział , że mnie kocha, ale ciągle mnie rani. Powiedział , że chciał mi się oświadczyć na koncercie w Polsce. Ogolnie to wszystko jest popieprzone. Powiedziałam , że go nienawidzę. I już nie kocham.
- Dorian odkąd z Tobą zaczął być bardzo się zmienił. Myślał , tylko o tym , abyś ty była szczęśliwa. Tak bardzo Tego pragnął, że nieświadomie Cię ranił. Widzisz on zawsze mówił , że nie jest dla Ciebie odpowiedni. Mówił , że powinnaś być z kimś normalnym a nie tak bardzo popieprzonym.
Myślałem , że już wam sie uda , ale widocznie to co sie stało bardzo na niego wpłynęło. Mówił mi , że się obwinia o to co sie stało i znowu kogoś zabił. Że zabił swoje dziecko. Że zabił ojca i nie chce zabić Ciebie. On myślał, że ty też umrzesz będąc blisko niego. – nie wierzę że Dorian miał takie myśli, że dlatego tak postąpił.
- Mówił Ci to ? – zapytałam cicho.
- Tak. Dużo ze sobą rozmawialiśmy przez ostatni rok. Pewnego razu spotkaliśmy się , gdy miał wolne od trasy.
- To wszystko juz nie ma znaczenia. Nie będę już z nim. Nigdy. Dalej przyjaznisz się z Mikem i Karen? – zasmial się
- Nie. Już dawno nie. Mike sie zmienił. Hannah ma narzeczonego tylko Eva i Karen dalej są takie jakie były.
- Dorian Cię do mnie przysłał? – zapytał zastanawiając sie nad Tym.
- Nie. Myślisz, że Cię spotkałem i zaprosiłem na kawe bo Dorian tego chciał?- kiwnelam głową. – Nie Martyna. Gdyby Dorian się dowiedział , że teraz tutaj z Tobą siedzę i pije sobie kawkę to by się naprawdę wkurwil.
- Cóż na szczęście nie muszę się już przejmować jego zdaniem. – James uśmiechnął się do mnie i lekko schylil w moją stronę.
- Czyli dasz sie namówić na kolację?- też się schylilam tak , że nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Przyjedź po mnie o 19. – powiedziałam i się odsunelam- Muszę teraz wracać do pracy a o 13 musze być w The Savoy. – wstalam od stolika.
- No tak. Przygotowania do ślubu Aarona i Oliwii.
- Dokładnie. A najgorsze w Tym wszystkim jest to , że Dorian też tam będzie. – powiedziałam. Zmarszczylam brwi i do głowy wpadł mi pomysł- Nie chcesz jechać ze mną? Nie chcę być tam sama.
- W sumie… Mogę jechać. Mam nadzieję , że Dorian mnie nie zabije.

O 13 byłam już z Jamesem w The Savoy. Czekaliśmy jak zwykle na Doriana. Aaron i Oliwia byli trochę zdziwieni , że przyszłam z Jamesem.
Dorian przyszedł spóźniony 20 minut. Stanął obok mnie i Jamesa i zapytał.
- Co ty tu kurwa robisz ?- zapytał chłodno Jamesa.
- Przyszedł ze mną. Masz jakiś z Tym problem?- odpowiedziałam i zapytałam. Dorian złapał mnie za łokieć i pociągnął w stronę wyjścia.- Puszczaj mnie !
- Dorian zostaw ją. – James stanął przed nim.
- Odejdź. Chce z nią Tylko pogadać.
-Ona nie chcę. – James podszedł bliżej Doriana. Muszę zareagować bo inaczej zaraz się pobija.
- James… Pogadam z nim. 5minut. – kiwnal głową i poszedł w stronę Aarona i Oliwii. Wyrwalam Dorianowi reke i ruszyłam do wyjścia restauracji. Stanęlam przed drzwiami i czekałam na Doriana. – Czego ty ode mnie chcesz Dorian ?- zapytałam gdy w końcu stanął obok mnie.
- Spotykasz sie z Jamesem?
- Tak.
- A to Ci wczoraj powiedziałem? Myślałem, że zaczniemy od nowa. Od zera. – zasmialam się.
- Nigdy juz nie zaczniemy. Zostawiłes mnie raz. Wybaczylam Ci. Zostawiłes mnie drugi raz i nie zamierzam wybaczyć. Nigdy więcej nie bedziemy razem. Wiedziałeś o Tym Dorian , gdy wtedy wyszedłes. Wiedziałeś , że już nie będzie nas. – Dorian objął dłońmi moją twarz i mnie pocałował. Przyjemne ciepło rozlało mi sie po brzuchu. Mial miękkie wargi. Jego język piescil mój. Poczułam smak mięty na swoim języku. Kurczę… Pachniał. Nadal pachniał tymi samymi perfumami co zawsze. Czułam, że tu jest moje miejsce. Przy nim. Tylko , że tak nie można. Dorian znowu mnie zostawi bo znowu pomyśli , że nie jest dla mnie odpowiedni. Nie chcę znowu przez to przechodzić. Nigdy więcej. Odsunelam się od niego i spojrzałam w jego oczy. Te piekielnie cudowne szare oczy. Kocham je. I kocham jego. Jego idealnie zmierzwione włosy. Wszystko w nim. I to mnie przeraża. Przeraża mnie bycie z nim jak i bycie bez niego.
- Tak Dorian. – szepnelam- Kocham Cię, ale to nic nie zmienia. Po prostu daje Ci przyjaźń. Nie siebie , nie moją miłość. Tylko przyjaźń. – pokrecil głową przecząco.
- Nie chce Martyna.
- To w takim razie zostaję nam tylko kontakt na przygotowaniach i ślubie. Później już sie nie spotkamy. – zasmial ale wcale nie zadowolony.
- Nie chce przyjaźni. Chce Ciebie.
- Tylko, że… Mnie już nie masz i nie będziesz miał.- powiedziałam i weszłam z powortem do restauracji.

Resztę dnia spędziłam z Jamesem. Lubię go. Lubię z nim rozmawiać. Poszliśmy na kolację. Do takiej fajnej włoskiej knajpki. Czułam się w jego towarzystwie naprawdę dobrze. Ciągle się smialismy ze wszystkiego.
Odprowadzil mnie do domu a ja go zaprosilam na film. Obejrzeliśmy chyba połowę, nawet nie wiem i razem zasnelismy na kanapie.
Rano obudziło mnie walenie do drzwi. Otworzyłam oczy, ale za cholerę nie chciało mi sie otwierać. Spojrzałam na Jamesa i z powrotem zamknęłam oczy
- Ty otwórz. Mi sie nie chce- powiedziałam odzywając sie od niego. Tak tak. Usnelismy przytuleni. James wstał i poszedł otworzyć.
- Dorian przyszedł- powiedział James a ja otworzyłam oczy. Dorian stal z rękoma schowanymi w kieszenie i patrzył na mnie.
- Widzę , że przeszkadzam. – powiedział. – Nieważne. Mieliśmy iść dzisiaj do Aarona i Oliwii. Nie odbieralas od niej telefonów a miałaś być godzinę temu- podnioslam się szybko z kanapy i spojrzałam na godzinę 2 telefonie. 11. Kurwa.
- Ja już pójdę. – James podszedł do mnie i mnie pocałował delikatnie w usta. Praktycznie je musnął swoimi ustami. – Do Zobaczenia- dodał i wyszedł z mieszkania. Ja wstałam i poszłam sie umyć i przybrać szybko.

- Mogłam jechać sama. Mam samochód- powiedziałam, gdy Dorian powiedział, że jedziemy jego i koniec. Był pewnie zły o Jamesa. Specjalnie chłopak mnie pocałował bo wczoraj powiedziałam mu, że chce by Dorian czuł sie tak samo jak ja , gdy go widziałam z Karen.
- Nie pozwolę Ci z nim być- powiedział chłodno. Spojrzałam na niego i się zasmialam.
—–